Dokument filmowy – „Ateny – świadectwo pamięci”
Dokument filmowy – Ateny, ale nie te greckie
Kiedy po raz pierwszy przyjechałem nad jezioro Blizno z zamiarem nakręcenia krótkiego materiału o lokalnych tradycjach, nie przypuszczałem, że wyruszam w podróż, która pochłonie mnie na wiele miesięcy. A może nawet lat — bo mam wrażenie, że z miejscami takimi jak Ateny człowiek nigdy nie kończy rozmowy. Od początku wiedziałem tylko jedno: to miała być opowieść prawdziwa. Bez inscenizacji, bez szukania fajerwerków. Chciałem wsłuchać się w miejsce i pozwolić mu mówić.
Pierwsze spotkanie z Atenami – nieplanowana fascynacja
Zazwyczaj pracuję z pełnym scenariuszem w głowie. Tutaj było inaczej. Już pierwszy spacer przez wieś i brzegiem jeziora sprawił, że zrozumiałem: Ateny w gminie Nowinka nie są jedynie miejscem na mapie. To zbiór warstw — historycznych, kulturowych, ludzkich.
Zatrzymywałem się co kilka kroków. Każdy krzyż przydrożny, każda kapliczka, każda stara chałupa wyglądała jak znak do odczytania. A ja czułem, że zamiast szukać odpowiedzi, powinienem po prostu zacząć słuchać.
Inicjatorem powstania filmu była niezwykła osobowość. Moja koleżanka – Iwona Topolska. Kobieta za którą ciężko nadążyć. Prezes Stowarzyszenia Kraina Czarnej Hańczy oraz KGW Ateny. Iwona mieszka w Atenach i to jej inicjatywa aby film powstał i opowiedział tę historię.
Wtedy pojawiła się myśl, że warto zaprosić do filmu kogoś, kto potrafi te warstwy rozczytać znacznie głębiej niż my z Iwoną. Wybór był oczywisty: dr Krzysztof Snarski, etnograf, który od lat bada region i zna go od podszewki.

Spotkanie z dr. Krzysztofem Snarskim – klucz do narracji
Nasza współpraca była jak otwieranie kolejnych drzwi. Za każdym z nich kryła się historia, której nie znajdzie się w podręcznikach.
To dr Snarski zwrócił moją uwagę na rzeczy, które początkowo traktowałem jako tło — na przykład na to, skąd w ogóle wzięła się nazwa „Ateny”. Albo jak wyglądała ta kraina, gdy była jeszcze prawdziwą puszczą. Albo co zostawili po sobie kameduli, staroobrzędowcy, grekokatolicy i unici.
Dzięki niemu zrozumiałem, że film dokumentalny o Atenach nie może być jedynie opowieścią o jednej wsi. Musi dotyczyć całego świata wokół niej: ludzi, tradycji, lasów, jezior, dróg, nawet tego, co pozornie niewidoczne.

Praca z archiwaliami
Musiałem zanurzyć się w przeszłości. Zaczęły się więc poszukiwania archiwalnych fotografii, dokumentów, map.
Ogromne znaczenie miały dla mnie zapiski Knut Olof Falk, szwedzkiego badacza, który przed dziesiątkami lat dokumentował kulturę tego regionu. Czytałem jego notatki nocami, a wiele z nich brzmiało zaskakująco aktualnie.
Pomyślałem wtedy, że właściwie robię to samo, co on — tylko narzędzia się zmieniły. On miał zeszyt i ołówek, ja mam kamerę i mikrofon.
Krajobraz, który współtworzy historię
Jeśli kiedykolwiek filmowałbyś w Atenach, zrozumiałbyś, że nie da się tu ustawić kamery obojętnie. Każdy kadr zaczyna żyć własnym życiem.
Światło nad jeziorem zmienia się szybko i nieprzewidywalnie, lasy „pracują” nawet wtedy, gdy nic się nie dzieje, a mgła potrafi wejść w kadr w chwili, która wygląda jak specjalnie zaplanowana.
To sprawia, że Ateny same opowiadają historię — wystarczy nie przeszkadzać.

Dlaczego zrobiłem ten film?
Odpowiedź dojrzewała we mnie długo. Chciałem stworzyć dokument, który:
- zachowa to, co znika,
- uporządkuje to, co porozrzucane,
- pokaże, że małe wsie też mają wielkie historie,
Ale chyba najważniejsze było to, że Ateny zapadły mi w pamięć od pierwszego dnia. Było w nich coś znajomego, choć nigdy wcześniej tu nie byłem.
Może to kwestia ludzi. Może krajobrazu. A może tego, że niektóre miejsca po prostu mają własną tajemnicę do odkrycia.

Co chciałem zostawić widzowi?
Mam nadzieję, że ten film:
- zachęci do odkrywania Podlasia,
- uwrażliwi na historię mniejszych miejscowości,
- pokaże wartość lokalnych tradycji,
- przypomni, że etnografia nie musi być abstrakcyjną dziedziną,
- a przede wszystkim pozwoli poczuć atmosferę Aten, choćby przez chwilę.
Nie chciałem tworzyć filmu „o przeszłości”, lecz filmu o ciągłości. O tym, że pamięć nie kończy się razem z ostatnią starą fotografią, tylko trwa w pejzażu i w ludziach.

Moja osobista lekcja Aten
Praca nad „Świadectwem pamięci” nauczyła mnie uważności. Pokazała, że warto zwalniać i patrzeć głębiej. Bo w wielu miejscach, które mijamy bez zastanowienia, kryją się ciekawe opowieści — trzeba tylko dać im czas.
Kiedy dziś wracam do Aten, mam wrażenie, że słyszę znajome głosy. Może to echo dawnych śpiewów. Może szepczący, zamglony las. A może po prostu moja własna pamięć, która zapisała te miejsca bardziej, niż się spodziewałem.
Zapraszam na film „Ateny – świadectwo pamięci”:
